Pielgrzymki

 

Fatima – Santiago de Compostela – Lourdes


25 czerwca - 4 lipca 2019

 


 

Na lwowskiej ziemi
17 - 20 listopada 2018

W dniach 17-20 listopada 2018 roku parafianie św. Kazimierza Królewicza w Białymstoku uczestniczyli w pielgrzymce do Lwowa. Z racji rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, wyjazd miał charakter zarówno religijny, jak i patriotyczny. Organizatorem pielgrzymki było biuro podróży Nowator z Białegostoku. Dwaj księża, ks. Rafał z naszej parafii i ks. Grzegorz Bołtruczuk, kustosz sanktuarium z Krypna, dbali o aspekt duchowy, odprawiając Msze święte w kościołach we Lwowie i Drohobyczu oraz wspólne modlitwy. Dzisiejszy Lwów to 700-tysięczne miasto z pięknymi kościołami i kamienicami. Zwiedziliśmy także uzdrowisko w Truskawcu oraz starówkę w Samborze. W Rudkach byliśmy w kaplicy grobowej Aleksandra Fredry i jego rodziny. Ostatni dzień spędziliśmy na Cmentarzu Łyczakowskim i Orląt Lwowskich, gdzie zapaliliśmy znicze, złożyliśmy kwiaty i zaśpiewaliśmy Anioł Pański za poległych. Zakwaterowanie nastąpiło w hotelu "Warszawa", gdzie spożywaliśmy także posiłki. Z pewnością chętnie do Lwowa powrócimy.

picasa PHOTO

Zdzisław Kupiec


 

Pielgrzymka śladami św. Pawła na Malcie
17 - 24 maja 2018

malta      malta

malta      malta

 


 

Cypr - śladami wczesnego chrześcijaństwa
17 – 25 października 2017 roku

na-cyprze17-25 października - pielgrzymka na Cypr, razem z 30 osobami z kościoła św. Kazimierza w Białymstoku, w którym posługiwałem przez 17 lat, śladami św. Apostołów: Piotra, Pawła, Barnaby, św. Łazarza, św. Heleny i tylu innych świętych, którzy przebywali na tej największej wyspie, ponad 200 lokalnych Świętych. Mówi się jednak, że więcej Świętych przez tę wyspę przeszło, niż na niej mieszkało. Cypr to niesamowita historia kultura, rozwój we wszystkich dziedzinach, także dzisiaj. Tutaj swoje miejsce na ziemi znalazło wielu Polaków i Polek.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Pielgrzymka Kalwaria Żmudzka – Kłajpeda – Mierzeja Kurońska
27 – 28 maja 2017 roku

kalwaria„Stare Gardai, gdzie w pierwszej połowie XVII wieku z Europy Zachodniej zjawiły się Kalwarie, w 1253 roku pierwszy raz są wspomniane w piśmiennictwie. W tej Żmudzkiej krainie pierwszy kościół został zbudowany w 1593 roku. Następnie w 1619 roku na górze Św. Jana był zbudowany inny kościół pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela, a w 1622 roku była założona parafia. Biskup żmudzki Jerzy Tyszkiewicz (Jurgis Tiškevičius) w 1637 roku do Gardai zaprosił dominikanów, którym zbudował domy i podarował ziemię. Na zlecenie Jerzego Tyszkiewicza dominikanie założyli Góry Kalwaryjskie. W 1639 roku były zbudowane kapliczki. Dominikanie napisali pieśni i modlitwy, a także ustalili porządek jak odbywać nabożeństwa w tym Kościele Katolickim. Od Kalwarii, która była założona w Gardai, tej miejscowości nadano imię Kalwarii Żmudzkiej. W Kalwarii Żmudzkiej ustacjonował się dominikański typ kalwarii – 20 stacji, to są pierwsze Kalwarie w Wielkim Księstwie Litewskim. W Wilnie w Werkach Kalwarie założono W 1665 roku. Od połowy XVII wieku Kalwaria Żmudzka zaczęła słynąć cudownym obrazem Najświętszej Marii Panny z Dzieciątkiem oraz odpustami „Nawiedzenie Najświętszej Marii Panny”. Cudowny obraz został przywieziony w roku 1643 z Rzymu przez dominikanina Piotra Pugaczewskiego i zawieszony w bocznym ołtarzu kościoła. Cudy były spisywane do księgi, która niestety nie ocalała po pożarze kościoła w 1896 roku. O cudownym obrazie potwierdzają wota, których w Bazylice jest ponad 150. Modlitwy i pieśni poświęcone Matce Bożej w Kalwarii Żmudzkiej były wydrukowane w 1681 roku przez Jerzgo Kasakowskiego (Jurgis Kasakauskas) w modlitewniku „Różaniec”. Takie pieśni jak: „Królowa Miłościwa” i „Najświętsza Matka Króla Niebieskiego” są śpiewane dotychczas. Biskup A. Tyszkiewicz (A.Tiškevičius) zbudowanemu kościołu w Kalwarii nadal nazwę Nawiedzenie Najświętszej Marii Panny. Odpusty Nawiedzenia były połączone z wcześniej obchodzonymi odpustami Gór Kalwaryjskich, które coraz bardziej były popularniejsze. Odpusty w Kalwarii Żmudzkiej rozpoczynają się 2 lipca i trwają 10 dni. Od 1649 roku w Kościele Kalwarii Żmudzkiej jest przechowywana Relikwia Św. Krzyża, która została przywieziona z klasztoru dominikańskiego w Lublinie. To jest największa relikwia w Krajach Nadbałtyckich, bo ma 3,2 cm długości i 0,6 cm szerokości.

Dominikanie w Kalwarii Żmudzkiej żyli do roku 1889, dopóki ich nie wypędziła władza carska. Od 1927 roku do 1948 roku parafią i kościołem w Kalwarii Żmudzkiej opiekowali się marianie. W latach okupacji radzieckiej (1940-1941; 1944-1989), pomimo dużych starań zniszczenia Kalwarii przez władzę ateizmu, ludzie zachowali kaplice i tradycję nawiedzania Gór Kalwaryjskich. W 1988 roku na prośbę ówczesnego biskupa Antanasa Vaičiaus Papież Jan Paweł II kościołowi pod wezwaniem Nawiedzenie Najświętszej Marii Panny w Kalwarii Żmudzkiej nadał tytuł Bazyliki. W 1967 roku władza okupacyjna nazwę miasteczka zmieniła na „Varduva”, a w 1989 roku została zwrócona stara nazwa Kalwaria Żmudzka. 23 czerwca 2006 roku Papież Benedykt XVI poświęcił papieskie korony do obrazu Matki Bożej z Dzieciątkiem z Kalwarii Żmudzkiej i zobowiązał ten obraz koronować tytułem „Królowej Rodzin Chrześcijańsich”. Uroczystość koronacji obrazu była obchodzona 8 października 2006 roku. Drugiego dnia każdego miesiąca w Bazylice są obchodzone odpusty Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. W Bazylice każdy miesiąc, w sobotę wierni czczą Matkę Bożą. Kalwaria Żmudzka przez długie wieki była i jest nadal podstawowym centrem duchowności nie tylko dla Żmudzi, ale i dla całej Litwy” [Kalwaria Żmudzka].

We wrześniu 1960 roku nad jeziorem Plateliai, nieopodal wioski Plokscsiai rozpoczęto budowę tajnej podziemnej bazy wojskowej. „Przez 2 lata prowadzono tu supertajne prace, wcześniej wysiedlając kilkanaście rodzin. /…/ przy jej budowie pracowało 10 tys. żołnierzy /…/ w 1962 r. zakończyli prace i powstałą tajna baza, która potencjalnie mogła zniszczyć każde miasto w Europie. /…/ Dzięki 4 ogromnym silosom, w których znajdowały się rakiety R-12 U z ładunkiem nuklearnym. Każda z rakiet miała ponad 27 metrów wysokości, ważyła ponad 40 ton, z czego 1,5 tony ważyła sama głowica. Rakiety miały 2500 kilometra zasięgu” [Mała litewska wioska, która mogła zmienić losy świata - Muzeum]. Rakieta mogła pokonać taki zasięg w ciągu 10 minut.

„Kłajpeda to główny port Litwy. Miasto leży nad Bałtykiem w części kraju zwanej Małą Litwą, która obejmuje zachodnie wybrzeże od ujścia Niemna do granicy z Łotwą. Jest to region ciekawy ze względu na różnorodność wpływów kulturowych i bogatą historię. Przez centrum miasta przepływa rzeka Dane. Kłajpeda to miasto masztów i żurawi. Tradycje morskie są tu kultywowane do dziś. Zabytki nie są mocną stroną miasta, niewielka Starówka i zrekonstruowane kamienice to wszystko, co można obejrzeć w centrum. Tym nie mniej jest tu parę ciekawych obiektów architektonicznych, a szczególny urok posiadają kamieniczki z fasadami w stylu muru pruskiego. Turystów wabi też ciekawy klimat tej miejscowości, w której życie toczy się wartko, panuje atmosfera nowoczesności, swobody i rozrywki. Miasto, w którym skrzyżowały się liczne wpływy kulturowe ma też charakter w dużej mierze skandynawski i hanzeatycki. Jego początki wiążą się z założoną przez Krzyżaków osadą i budową zamku warownego” [Kłajpeda].

Mierzeja Kurońska. „Nazwa nerija (lit. mierzeja) pojawia się już w antycznych dokumentach. W bałtyckim języku Prusów słowo nerija oznacza skok do wody. Mierzeja, na której leży Neringa, formowała się przez stopniowe wydobywanie się na powierzchnię oraz zasypywanie piaskiem wysp morenowych. Lokalną wersję historii powstania mierzei przekazuje legenda. Określenie „Mierzeja Kurońska” po raz pierwszy pojawiło się w tekście pisanym w 1322 r. W 1961 r. cztery osady zostały połączone w jeden organizm administracyjny. W 2000 r. Mierzeja Kurońska została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO” [Neringa i Park Narodowy Mierzei Kurońskiej - atrakcje i przewodnik].

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Wilno - Jaszuny 2016

jaszuny„Historię Wilna rozpoczyna rok 1321, kiedy książę Giedymin wydał rozkaz zbudować w ujściu rzek Wilii i Wilenki murowany zamek i przeniósł tu swą siedzibę z Trok. Giedymin nawiązał relacje z chrześcijańską Europą, dał przytułek franciszkanom i dominikanom, wznosił kościoły i klasztory, pozwalając swobodnie odprawiać w nich nabożeństwa. Odtąd kraj zaczęli odwiedzać posłowie i wysłannicy papiescy. Pierwszą wzmiankę o Wilnie znajdziemy w źródłach historycznych z 1323 roku. Z czterech listów Giedymina wysłanych za granicę dowiadujemy się, że książę nie tylko nazwał gród królewskim miastem, ale zapraszał kupców i rzemieślników do Litwy, obiecując im wolność wyznania i ulgi rzemieślnicze. W jednym z listów do papieża Jana XXII Giedymin oskarża Krzyżaków, że swą grabieżczą i zaborczą polityką nie dopuszczają do chrztu Litwy oraz prosi o pomoc w walce z Krzyżakami, którzy w XIV wieku ośmiokrotnie oblegali miasto”.(Założenie Wilna. 12.09.16).

Dzisiaj Wilno jest stolicą państwa, centrum Litwy we wszystkich wymiarach, dla nas pielgrzymów, przede wszystkim miejscem modlitwy, spotkań z Bogiem i świętymi w: Ostrej Bramie, Katedrze, z kaplicą św. Kazimierza Królewicza, w kościele polskim św. Ducha, w klasztorze sióstr Jezusa Miłosiernego, gdzie z pewnością obecny był Jezus w trakcie malowania obrazu „Jezu ufam Tobie”, w kościele Wszystkich Świętych, gdzie uczestniczymy w niedzielnej Eucharystii i w tylu innych miejscach. Miasto przypomina też niełatwą historię Polski i naszych rodaków

Jaszuny to nowe miejsce w naszej pielgrzymce. W XV i XVI wieku Jaszuny były królewskim dworem. Na schyłku XVI i XVII wieków dwór Jaszuny stał się własnością rodu Radziwiłłów. Gospodarzami Jaszun były słynne postacie historyczne: Krzysztof Radziwiłł „Piorun” i Janusz Radziwiłł - wojewodowie wileńscy, Bogusław Radziwiłł, znany głównie z sienkiewiczowskiego Potopu, Michał Kazimierz Radziwiłł „Rybeńko” i Karol Stanisław Radziwiłł „Panie Kochanku”. W 1811 roku posiadłość Jaszuny nabył Ignacy Baliński (1756-1819), cześnik inflancki. Po jego śmierci w 1819 roku jaszuński majątek odziedziczył jego młodszy syn Michał. W latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku Jaszuny stały się ważnym ośrodkiem kultury polskiej. Michał Baliński, był postacią dość znaną w Wilnie. W 1824 roku ustępujący ze służby Jan Śniadecki postanowił zamieszkać w Jaszunach, w tym też roku rozpoczęto tu budowę nowego murowanego pałacu według projektu prof. Karola Podczaszyńskiego. Budynek w stylu późnego klasycyzmu ukończono w 1828 roku, Pałac w Jaszunach odwiedzali Tomasz Zan, Juliusz Słowacki, Antoni Edward Odyniec, Wawrzyniec Puttkamer z Bolcienik, ks. Paweł Brzostowski z Turgiel. Dla gości Balińscy organizowali słynne polowania, wieczory poetyckie i inne rozrywki. Balińscy dbali także o rozwój przemysłowy swego majątku, zatem już w I połowie XIX wieku uruchomiono tu przetwórstwo drewna - działały tartaki, fabryka terpentyny i gontów. Z czasem zbudowano też mechaniczną kuźnię - hamernię i odlewnię wyrobów miedzianych. Po śmierci Michała Balińskiego (w 1864 roku) Jaszuny odziedziczył jego syn Konstanty, natomiast ostatnimi właścicielami majątku przed 1939 rokiem byli Aleksander i Anna z Balińskich Pereświet - Sołtanowie. Dzisiaj nowo odrestaurowany pałac przyciąga pielgrzymów i turystów swoim pięknem, bogactwem historii i nadzieją na kontynuację polskiej historii na tych terenach.

Duże wrażenie na pielgrzymach wywarła wizyta w muzeum Anny Krepsztul, która „była malarką o niezwykłym losie. W twórczości symbolizował ją motyw złamanej brzozy, która mimo tragedii życiowych puszcza nowe pędy, gdyż żywe są jej korzenie. Urodziła się 20 lutego 1932 roku w Taboryszkach w rodzinie Stanisława i Józefy z Ormowskich Krepsztulów. Rodzina wiejskiego nauczyciela zachwycała się dziwnym, niebieskawym kolorem białek oczu dziewczynki. Nikt wtedy nie przypuszczał, że jest to oznaka ciężkiej choroby. Kości małej Ani zaczęły słabnąć i kruszyć się. Nastąpiły komplikacje, lekarze długo nie mogli postawić właściwej diagnozy, a kiedy chorobę rozpoznano, nie umiano jej leczyć. W ciągu 70 lat życia pani Anna doznała ponad 60 złamań. Powodem złamania mógł być nawet nieostrożny ruch. Do tego cukrzyca i cały bukiet innych chorób. Jednak ból i cierpienie nie mogły złamać siły ducha Anny. Odwrotnie – wyzwalały jeszcze większą energię twórczą. Pierwszych lekcji malarstwa udzielał jej ojciec, rzeźbiarz z zamiłowania. Uczył córkę zachowania form i proporcji obrazu. Anna nigdy nie uczyła się w szkole plastycznej, stan zdrowia pozwolił jej zdać tylko małą maturę. Pierwsza wystawa obrazów Anny Krepsztul miała miejsce w Wilnie w 1949 roku. Następna wystawa prac pani Anny odbyła się dopiero w 1985 roku, w Stowarzyszeniu Twórców Ludowych w Wilnie. Wtedy to nadano jej miano plastyka ludowego. W międzyczasie obrazy Anny prezentowano w redakcji „Czerwonego Sztandaru” (obecnie „Kurier Wileński”), w szkołach Wileńszczyzny, następnie w Polsce, w Stanach Zjednoczonych. Prace Anny Krepsztul upiększają zbiory prywatne w USA, Anglii, Niemczech, Francji, Australii, Kanadzie i innych krajach. Śmierć ojca, a niedługo potem matki, zaostrzyła chorobę Anny. Przestała chodzić. Nowe złamania powodowały, że po 4-6 miesięcy w roku musiała spędzać w szpitalach. Pani Anna nie chciała być ciężarem ani dla brata Henryka, ani dla siostry Danuty. Postanowiła żyć samodzielnie w rodzinnym domu. Do ostatniego dnia życia opiekowała się nią siostra Danuta. Każdy dzień swojego życia pani Anna zaczynała od malowania. Kiedy ze zmęczenia nie potrafiła już utrzymać pędzla, przywiązywała go do ręki, i malowała dalej. Sama przyznawała, że nie potrafiłaby żyć bez malowania. Przestać pracować było dla niej równoznaczne ze śmiercią. W 2005 r. Annie Krepsztul został nadany tytuł honorowego obywatela rejonu solecznickiego”. (Odeszła Anna Krepsztul. 12.09.16). Odeszła do wieczności 12 października 2007 roku, pozostawiając po sobie ponad 3000 obrazów, cztery z nich malowane św. Janowi Pawłowi II, wiele haftów i innych dzieł artystycznych.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Odpusty w Rzymie 2016

rzymLudziom najbardziej brakuje poczucia bliskości i miłości Boga. Człowiek często czuje się samotny i zagubiony, przytłoczony poczuciem winy - stwierdził papież Franciszek, ustanawiając Rok Miłosierdzia. W odpowiedzi na to wezwanie, zorganizowałem pielgrzymkę autokarową ‹‹Sanktuaria Europy Południowej›› w dniach 6-16 sierpnia 2016r.

Nasze pielgrzymowanie rozpoczęliśmy Mszą św. w kościele św. Kazimierza, w Święto Przemienia Pańskiego, które doskonale wprowadziło nas w ideę pielgrzymowania, którego istotnym elementem ma być ciągła przemiana człowieka dokonująca się poprzez nawiedzanie miejsc świętych, wsłuchiwanie się w słowo Boże, przeżywanie obecności Boga w miejscach świętych.

Pierwszym miejscem naszego modlitewnego zatrzymania, stała się katedra NMP w małym miasteczku czeskim Velehrad, skąd święci Cyryl i Metody wyruszyli kiedyś na ewangelizowanie Europy. Tam, po modlitwie w kaplicy królewskiej, przeszliśmy pierwsze na trasie pielgrzymki Drzwi Święte Roku Miłosierdzia. Później Drzwi Święte przechodziliśmy we wszystkich nawiedzanych kościołach, w celu uzyskania odpustu zupełnego. Przed katedrą w Velehradzie modliliśmy się przy Krzyżu papieskim, przy którym dokonują się liczne cuda uzdrowienia, znak współczesnej obecności Boga. Albert Einstein napisał: „Są tylko dwa sposoby życia: jeden - wierząc, ze cudów nie ma. Drugi – wierząc, że wszystko jest cudem”. A Cristy Beam, po uzdrowieniu jej ciężko chorej córki, w książce „Cuda z nieba” napisała: „Kiedyś myślałam, że cudom towarzyszy zgiełk, niezwykła atmosfera. Teraz wiem, że są naszą codziennością – to miłość, dobro, życie. Dla mnie to ręka Boga. Każdego dnia jesteśmy świadkami dziesiątków cudów, które wypełniają naszą codzienność”. Dobrze, że właśnie to miejsce stało się naszą pierwszą stacją, rzucającą jasne światło na ludzkie życie, zawsze pełne cudów i kolejne miejsca, w których Bóg hojnej niż gdzie indziej udziela swoich łask.

Kolejny dzień zaskoczył nas dodatkowym punktem pielgrzymki – nawiedzeniem katedry św. Szczepana(Stefana) w Wiedniu i przejściem przez centrum Wiednia. Msza św. w Autobahnkirche Dolina Poggersdorf pogłębiła nasze rozumienie pielgrzymowania, w którym zawsze konieczne jest zatrzymanie się na czas słuchania słowa Bożego, na czas Eucharystii, sprawowanej w drodze, w otwartym kościele, gdzie każdy może wejść w dowolnej porze dnia i nocy, aby się pomodlić, nabrać sił do dalszej drogi.

Bazylika konkatedralna św. Andrzeja Apostoła w Mantui – cieszy się przywilejem przechowywania do dzisiaj cennej relikwii Krwi Chrystusa, stanowiąc centrum życia religijnego i społecznego. Świątynia została zaprojektowana przez Leona Baptystę Albertiego. Kult relikwii Krwi Chrystusa opiera się na dwóch ich „odnalezieniach”, które miały miejsce w 804 r. i 1048 r. Pierwsze zostało odnotowane w „Annałach Królestwa Franków” przez Eginarda, dworzanina i biografa Karola Wielkiego. Drugie „odnalezienie” zostało podane w dwóch źródłach średniowiecznych: ”O odnalezieniach Krwi Pańskiej”, spisanego przez nieznanego autora II poł. XI w. i w „Kronikach” szwedzkiego mnicha Hermana di Reichenau. Relikwie ziemi nasączonej Krwią Chrystusa trafiły do Mantui za sprawą św. Longina, pochodzącego z Lanciano (miejsca podwójnego cudu eucharystycznego Ciała i Krwi Pańskiej), żołnierza rzymskiego, który na Golgocie własną włócznią przebił bok Chrystusa, powodując wypłynięcie wody i krwi. Po swoim nawróceniu zawiózł on do Mantui ziemię z Kalwarii nasączoną Krwią Chrystusa oraz gąbkę użytą do napojenia konającego Jezusa zakwaszonym winem.

Św. Rita, święta od spraw beznadziejnych – bliska i dobrze znana wszystkim pielgrzymom, zwłaszcza matkom zatroskanym o swoich mężów i wychowującym swoje dzieci, słuchała naszych modlitw w Cascia i Roccaporena, gdzie sprawowaliśmy Najświętszą Eucharystię wspólnie z pielgrzymami z diecezji tarnowskiej.

Rzym – wieczne miasto, któremu długowieczności nie zapewniły monumentalne i trwałe starożytne budowle, ani potęga rzymskiego imperium, ale Jezus Chrystus, który dwa tysiące lat temu przyszedł tu w osobach świętych apostołów Piotra i Pawła oraz wielu innych świętych - stał się miejscem naszego dwudniowego pobytu, nawiedzania miejsc historycznych, a przede wszystkim rzymskich bazylik i kościołów i szczególnego umocnienia w wierze. Niezapomniane wrażenia na każdym z uczestników wywarła modlitwa przy grobie św. Jana Pawła II w Bazylice św. Piotra.

Neapol – miasto, gdzie św. January męczennik, który zginął podczas prześladowań chrześcijan rozpętanych przez cesarza Dioklecjana w początkach IV wieku (+305). Od tego czasu wierni Kościoła przechowują w fiolce krew męczennika, która regularnie zmienia swój stan skupienia z zakrzepłego na płynny, właśnie w dzień święta tego męczennika, 19 września. Ostatnio taki cud dokonał się w obecności papieża Franciszka, ale tylko częściowo krew świętego przeszła w stan płynny i Ojciec Święty powiedział, że „św. January zadowolony jest z nas tylko trochę, musimy więcej się modlić”. Tego dnia Eucharystię celebrujemy w Pompejach – u Matki Bożej Różańcowej.

Pompeje, to było „najpiękniejsze spośród miast Etrurii, których stolicą była Kapua. Seneka, Tacyt, Tytus, Liwiusz i Florus pisali o mieście położonym przy stokach góry ziejącej ogniem; chwalili jego ożywiony handel, położenie i rozległe kontakty ze światem. Fale żeglownej wówczas rzeki Sarno odbijały się o jego mury i nawadniały okoliczne ogrody i pola. To urocze miasto spustoszył Wezuwiusz w roku 79 po Chrystusie. Deszcz kamieni i popiołu okrył jakby całunem jego urok, bogactwo i wielkość” ( Sanktuarium w Pompejach - 22.08.2016). Dzisiaj ludzie wierzący przyjeżdżają tu do Maryi, by prosić ją w sprawach najtrudniejszych, przez modlitwę różańcową i Nowennę Pompejańską. Tak wielu przyjeżdża już dziękować za otrzymane łaski. W zbiorach sanktuarium zanotowano ponad 6000 świadectw osób, które zostały wysłuchane przez Boga, dzięki wstawiennictwu Maryi. Stąd zabieramy ze sobą modlitwę: „Czcigodna Dziewico Zwycięska, Pani nieba i ziemi, na imię Której cieszą się niebiosa i drży piekło, o chwalebna Królowo Różańca Świętego, my oddane Twoje dzieci, zgromadzeni w twoim Sanktuarium w Pompejach w tym uroczystym dniu (tj. 8 maja i w pierwszą niedzielę października), wylewamy uczucia naszego serca i z ufnością synowską przedstawiamy Ci nasze troski. Z tronu łaskawości, gdzie zasiadasz Królowo, zwróć o Maryjo, Twoje litościwe spojrzenie na nas, na nasze rodziny, na cały świat. Niech wzbudzą w Tobie współczucie zmartwienia i cierpienia, które zaprawiają goryczą nasze życie. Zobacz, o Matko, ile czyha na nas niebezpieczeństw duszy i ciała, jak wiele uciska nas nieszczęść i udręk. O Matko, wybłagaj dla nas miłosierdzie u Twego Syna Bożego i pozyskaj Twoją łaskawością serca grzeszników. To są nasi bracia i Twoje dzieci, za które Jezus Chrystus zapłacił swoją Krwią, a którzy zasmucają najczulsze Twoje serce. Okaż się wszystkim, że jesteś Królową pokoju i przebaczenia”.

Miejscowość San Giovanni Rotondo, do którego w 1916 roku trafił młody kapucyński zakonnik, dzisiaj św. O. Pio z Pietrelciny, który spędził tutaj 52 lata, jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc we Włoszech (około 7 milionów pielgrzymów rocznie). Wszyscy przybywają w tym samym celu, by modlić się przy grobie świętego, rozmawiać z nim o swoich sprawach, zostawić list, przeżyć atmosferę tego miejsca, przypominającego niebo.

Sanktuarium św. Michała Archanioła położone w południowo-wschodnim regionie Włoch, zwanym Apulią, w regionie, który stanowi „ostrogę” włoskiego buta na górze Gargano, na wysokości 856 m n.p.m. w mieście Monte Sant’Angelo i jest miejscem niezwykłym, wybranym przez św. Michała. Po raz pierwszy Archanioł objawił się w 490 r. biskupowi Sipontu św. Wawrzyńcowi. Zostało to poprzedzone wydarzeniem odnotowanym w przekazie pisemnym:

„Pewnemu bogatemu włościaninowi uciekł byk. Właściciel dostrzegł go na szczycie góry, klęczącego u wejścia do groty – w miejscu przyszłych objawień. Włościanin nie mógł tam dojść, więc w gniewie napiął łuk i wypuścił strzałę, by ukarać śmiercią nieposłuszne zwierzę. Ale, oto stała się rzecz dziwna. Strzała… obróciła się i trafiła go w nogę. Przestraszony, pobiegł opowiedzieć o tym niesamowitym zdarzeniu miejscowemu biskupowi. Ten niezwłocznie zarządził trzy dni publicznych modlitw i pokuty. Kiedy chylił się ku wieczorowi ostatni pokutny dzień, a było to 8 maja, św. Michał ukazał się biskupowi i powiedział: - Ja jestem Archanioł Michał, stojący przed obliczem Boga. Grota jest mnie poświęcona; ja jestem jej strażnikiem… Tam, gdzie się otwiera skała, będą przebaczone grzechy ludzkie… Modlitwy, które będziecie tu zanosić do Boga, zostaną wysłuchane. Idź w góry i poświęć tę grotę dla kultu chrześcijańskiego. /…/ Drugie objawienie św. Michała Archanioła, zwane „epizodem Zwycięstwa”, datowane jest na 492 rok. Sipont został oblężony przez Germanów pod wodzą Odoakra. W obliczu pewnej porażki, św. Wawrzyniec znowu zarządził trzy dni pokuty i publicznych modlitw, aż powtórnie ukazał mu się św. Michał Archanioł, obiecując zwycięstwo, jeśli mieszkańcy Sipontu natychmiast przystąpią do kontrataku. Rozentuzjazmowani obietnicą obrońcy wyszli z miasta i wzięli udział w zaciętej bitwie, której towarzyszyły trzęsienie ziemi, grzmoty i błyskawice. 29 września 492 roku całkowite zwycięstwo wojsk Sipontu stało się faktem. Rok później, 8 maja, biskup wraz z całą ludnością Sipontu udał się na Monte Gargano, gdzie wszyscy usłyszeli dobywające się z groty, którą miał poświęcić, cu-downe śpiewy anielskie. Przerażony i zdezorientowany św. Wawrzyniec zdecydował się poprosić o radę papieża, św. Gelazego. Po pozytywnej opinii Ojca Świętego biskup ­ jeszcze bardziej utwierdził się w wierze, że objawienia nie były złudzeniami. Zaraz potem objawił mu się Archanioł i oznajmił: Zaniechaj myśli o poświęceniu groty, ja wybrałem ją na swoją siedzibę i już poświęciłem razem z moimi aniołami. Znajdziesz w niej znaki na skale i mój wizerunek, ołtarz, paliusz i krzyż. Wy tylko wejdziecie do groty i odmówicie przy mnie modlitwy. Jutro odprawicie dla ludu Najświętszą Ofiarę i zobaczycie, jak sam poświęcam tę świątynię. (Monte Sant’Angelo - 22.08.2016). Do dzisiaj jest to jedyna bazylika na świecie, nigdy nie poświęcona ręką ludzką.

Św. Tomasz Apostoł Tomasz Apostoł, ubogi Żyd pochodzący znad jeziora Galilejskiego, przed powołaniem cieśla, którego aramejskie imię aram. „tôma” oznacza pl. „bliźniak”, stąd jego przydomek, „Didymos”, czyli gr. „bliźniak” pojawia się w Ewangeliach zaledwie w siedmiu rozdziałach, oraz raz w „Dziejach Apostolskich”. Był gotów pójść z Jezusem na śmierć (J 11, 16), brał udział w Ostatniej Wieczerzy (J 14, 5), był świadkiem cudownego połowu ryb po zmartwychwstaniu Jezusa (J 21, 2). W pamięci wielu jako niewierny, a tak naprawdę, chciał znaleźć Jezusa Zmartwychwstałego, szukał dowodów na to, że to Jezus Zmartwychwstały jest tym samym Jezusem, który został przybity do krzyża, umarł i został pogrzebany… Później jako apostoł Indii wiele wycierpiał, a dzisiaj jego relikwie znajdują się w Ortonie we Włoszech.

Lanciano. Od ponad dwunastu wieków przechowywane są tu z wielką czcią dowody jednego z pierwszych i największych cudów eucharystycznych. Cud zdarzył się w VIII stuleciu w małym kościółku pod wezwaniem świętego Legoncjana z powodu wątpliwości pewnego mnicha bazyliańskiego w prawdziwą obecność Pana Jezusa w Eucharystii. „Podczas odprawiania przez niego Mszy św., po dokonanej konsekracji, hostia stała się Ciałem, a wino przemieniło się w żywą Krew krzepnąc w pięć nierównych i rożnych co do kształtu i wielkości grudek. Hostia - Ciało, jak to dziś można bardzo dobrze obserwować, jest wielkości dużej hostii aktualnie używanej w kościele obrządku łacińskiego; jest lekko brunatna i staje się różowa, jeśli oświetli się ją od strony tylnej. Skrzepnięta krew ma kolor ziemisty, zbliżony do żółtego koloru ochry. Ciało jest obecnie przechowywane w artystycznej srebrnej monstrancji. Krew zaś – w ampułce z kwarcu” (Lanciano - 23.08.2016).

Św. Antoni Padewski, we Włoszech najpopularniejszy święty – patron zagubionych, przyjaciel Dzieciątka Jezus, patrona od znajdywania, w Polsce patron rzeczy zagubionych. „Urodził się w Lizbonie w 1195 r. Jako młodziutki chłopak wstąpił do Zakonu Kanoników Regularnych św. Augustyna. Pilnie studiował dzieła Ojców Kościoła. Nieźle się zapowiadał, wróżono mu wielką karierę. Wszystko zmieniło się, gdy młody mnich poznał pięciu braci mniejszych. Szli do Maroka, by… głosić Ewangelię muzułmanom. To było kompletne szaleństwo. Zdumiewało również to, że nie mieli przy sobie ani grosza. Ich prosty, pogodny styl życia zrobił na nim ogromne wrażenie. Gdy rok później do klasztoru dotarła wieść, że owi bracia zginęli śmiercią męczeńską, porwany ich przykładem Antoni wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych. Rozpoczął studiowanie myśli Biedaczyny z Asyżu. „Zaraził się” misją głoszenia Słowa wyznawcom islamu i ruszył do Maroka. Choroba przykuła go jednak do łóżka i był zmuszony zawrócić. Płynął Morzem Śródziemnym, gdy nagle jego plany pokrzyżowała burza. Okręt, ratując się przed sztormem, zawinął na Sycylię. Stąd Antoni ruszył do Asyżu na kapitułę generalną zakonu. Tu spotkał samego św. Franciszka. Ruszył w drogę. Jego płomienne kazania porywały tłumy. Żar, z jakim opowiadał o niebie, i liczne cuda, którymi Bóg potwierdzał te słowa, gromadziły przy nim ogromne tłumy. Musiał głosić kazania na placach, bo żaden kościół nie mógł pomieścić słuchaczy. Pracował w Lombardii, wykładał na uniwersytetach w Montpellier i Tuluzie. Zmarł 13 czerwca 1231 r. w Padwie. Już rok później zo-stał ogłoszony świętym. To był najszybszy proces kanonizacyjny w historii Kościoła! Nic dziwnego, skoro komisja papieska stwierdziła w tym czasie 5 uzdro-wień z paraliżu, 7 wypadków przywrócenia niewidomym wzroku, 3 głuchym słuchu, 2 niemym mowy i 2 wypadki wskrzeszenia umarłych. Gdy po 30 latach otwarto trumnę Świętego i okazało się, że prawie całe ciało uległo całkowitemu rozkładowi, ale tylko język i struny głosowe ocalały” (Św. Antoni z Padwy - 23.08.2016).

Gidle. Tu, jak „najstarsza tradycja głosi, że wiosną, tuż przed pierwszą niedzielą maja, gidelski rolnik Jan Czeczek orał swoje pole w miejscu, gdzie dziś wznosi się klasztorny kościół. Naraz, ku jego zdziwieniu, woły ustały w orce, a nawet padły na kolana. Nic nie pomogły przynaglania ani razy. Wreszcie i mężczyzna zauważył niezwykłą jasność bijącą z ziemi, a wśród tej jasności „obrazek mały głazowy Najświętszej Panny, wielkości na dłoń, na kamieniu wielkim, który był wydrążony na kształt kielicha”. Wieśniak nie potrafił zrozumieć cudownych znaków i potraktował swoje znalezisko jako skarb materialny. Ukrył figurkę w chałupie, na dnie skrzyni z odzieżą. Trzeba było nieszczęścia, aby on i jego rodzina utracili wzrok. Wówczas pobożna kobieta, która pomagała nieszczęśliwym, zainteresowała się cudowną wonią i światłością bijącą ze skrzyni. Opowiedziała o wszystkim gidelskiemu proboszczowi i odtąd rozpoczął się czas publicznej czci oddawanej Maryi w tym wizerunku. Posążek obmyto z prochu ziemi i przeniesiono do kościoła parafialnego. Wodą, która pozostała po obmyciu, Czeczkowie przetarli swe oczy i natychmiast odzyskali wzrok. Na pamiątkę tego wydarzenia zachował się do dziś zwyczaj „kąpiółki”, to znaczy ceremonialnego obmywania raz w roku figurki w winie. W pełnym ufności i pobożnym przeświadczeniu pątnicy używają wina z tej „kąpiółki” na znak swojej wiary w moc Tej, którą nazywają Uzdrowieniem chorych” (Sanktuarium w Gidlach - 23.08.2016). Ampułki z tym winem zabieramy ze sobą, nie tylko dla siebie, ale także bliskim i znajomym potrzebującym uzdrowienia.

Wypełniając Rok Miłosierdzia, zostaliśmy umocnieni duchowo w nawiedzonych przez nas sanktuariach i mieliśmy poczucie darowanej winy w „Drzwiach Świętych” . Mówimy dziś z radością: „Bogu niech będą dzięki”. Oby nie zabrakło nam sił na kolejne pielgrzymowania.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Ziemia Boga 2016

Ziemia BogaKażda pielgrzymka do Ziemi Jezusa jest jedyna i niepowtarzalna, przeżyć nie da się zamknąć w słowach, ani w obrazach, których znowu zrobiłem całe mnóstwo, to co jest na stronie to tylko mała próbka. Zapraszam wszystkich, którzy jeszcze nie byli na Ziemi Boga następnym razem.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Pielgrzymka Wilno-Troki

sanktuariaPielgrzymka Wilno-Troki 12 września 2015 roku upłynęła nam pod znakiem Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Tak tłumaczyła obraz w Ostrej Bramie nasza przewodniczka dr hab. Irena Jakubenas. Ten sam motyw podjąłem w homilii w czasie Mszy św. w Ostrej Bramie. Dalej przez sanktuarium Miłosierdzia Bożego i kościół św. Ducha poszliśmy do kościoła franciszkańskiego (najstarszego w Wilnie) pw. Najświętszej Marii Panny na Piaskach z cudowną figurką Matki Bożej w stanie błogosławionym, niespotykaną w żadnym innym miejscu. Zamek w Trokach pozwolił nam zapoznać się z częścią historii Litwy. A do Matki Bożej Trockiej weszliśmy razem z pieszą pielgrzymką regionalną zyskując błogosławieństwo i pokropienie wodą święconą. To wszystko jest dziełem Miłosierdzia Bożego, bo przecież nasze pielgrzymowanie rozpoczęliśmy, od miejsca malowania obrazu “Jezu ufam Tobie”, gdzie św. s. Faustyna widziała Jezusa, wtrakcie, gdy Kazimierowski malował obraz.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Życie jest pielgrzymowaniem – Sanktuaria Europy 2015 w realu

sanktuariaKiedy budzimy się rano, zaczynamy nowy dzień, nowe życie, a przed nami otwiera się świat nowych odkryć. Bóg stwarza nas codziennie na nowo, daje nam jasną formułę jakości życia. Dlatego zawsze najpierw jest modlitwa wyrażona jako podziękowanie Bogu za ten wspaniały dar. Podobnie było 1 sierpnia tego roku, kiedy o godz. 6.00 stanęliśmy przy ołtarzu podczas Mszy w kościele św. Kazimierza w Białymstoku, jak u źródła. W tej Eucharystii uświadomiłem sobie, że pielgrzymka ta jest siłą oddechu w ciągu roku. Lato sprzyja wyjazdom i wypoczynkowi. Wielu ludzi wybiera trudną drogę pielgrzymki do różnych świętych miejsc rozsianych po całej ziemi, aby tam szukać sił duchowych i oddać się modlitwie.

Naszym pierwszym przystankiem w drodze pielgrzymki jest figura Jezusa w Świebodzinie (36 m wysokości, najwyższa na świecie). Tutaj cały czas coś się dzieje, rozbudowuje się otoczenie. Już jest Dom Pielgrzyma i zawsze widać tłumy ludzi zjeżdżających z trasy A 2, aby zatrzymać się przynajmniej na chwilę przed figurą Jezusa. Spotykamy grupę Niemców z Berlina, z którą wymieniamy myśli związane z trasą naszej pielgrzymki po Europie.

Kolejny dzień -2 sierpnia w niedzielę rozpoczynamy Mszą św. o godz. 5.00 w kościele NMP Królowej Polski w Słubicach, gdzie dawny niemiecki Dom Myśliwego zaadaptowano na świątynię, w której teraz mój brat ks. Eugeniusz pracuje. Zwykle w tym czasie w niedziele jeszcze nie odprawia się Mszy św., ale my musimy jechać dalej. Zatrzymujemy się Trewirze, na granicy z Francją, gdzie kiedyś był obóz rzymski. Tutaj przyjeżdżali cesarze rzymscy, aby się ochłodzić po rzymskich upałach, albo ogrzać w termach. My szukamy kościoła z szatą Jezusa, ale wszystko już jest zamknięte. Pozostałością z dawnych czasów jest Porta Nigra – Czarna Brama, dla innych ważny może być fakt, że jest to miasto Karola Marksa, bo tutaj się urodził. W rynku jest ciekawa kamienia kupca, który aby mieć spokój zamurował drzwi i wchodził do domu po drabinie na pierwsze piętro, potem drabinę zabierał.

Paray-le-Monial położone w samym sercu starej francuskiej prowincji Burgundii, naznaczone jest wielkim oddziaływaniem w średniowieczu słynnego opactwa z Cluny, które było jednym z najważniejszych ośrodków chrześcijańskich świata zachodniego. Wspaniała bazylika romańska – Sanktuarium Serca Jezusa – to miejsce objawienia Chrystusa św. Małgorzacie Marii Alacoque (148-1690). Bazylika robi na nas wielkie wrażenie i wydaje się być monumentalnie zatopiona w wielkiej ciszy, w której pielgrzymi rozważają tajemnice Bożej miłości i słów Jezusa. Tutaj Eucharystia dla nas ma wymiar szczególny. Wokół bazyliki gromadzą się wierni z całego świata – czciciele Najświętszego Serca Jezusowego. Miłość Boża nigdy się nie wyczerpała i Bóg dalej daje tu szczególne łaski. Dla nas Polaków tym razem jest to 150. rocznica zatwierdzenia kultu NSJ. Warto tutaj przyjechać, by zbliżyć się do Boga, by jak św. Jan Apostoł stanąć pod krzyżem Jezusa, otworzyć swoje serce, wyrazić Mu naszą miłość, przyjąć Boże światło i pocieszenie. Główne elementy przesłania z Paray-le-Monial są następujące: po pierwsze - Jezus ukazał św. Małgorzacie Marii Alacoque w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu, pokazał jej Swoje Serce miłujące ludzi, przypomniał, że dał z siebie wszystko niczego nie żałując i to miejsce jest deklaracją Bożej miłości; po drugie - Jezus boleje nad niewdzięcznością i brakiem szacunku od ludzi, Bóg potrzebuje naszej miłości, potrzebuje odpowiedzi na Jego miłość; po trzecie - Jezus prosi Małgorzatę Marię przynajmniej o jej miłość, przez to każdego z nas zaprasza do przyjaźni ze sobą.

Kolejnym miejscem naszego pielgrzymowania jest Nevers, miejsce pracy i spoczynku doczesnych szczątków św. Bernadetty Soubirous, której Matka Boża objawiała się przez 15 razy. Ostatnio wiele mówi się o odkrywaniu tajemnicy Lourdes ciągle na nowo, pod takim tytułem ukazała się też najnowsza książka. Przede wszystkim Maryja przychodzi do ubogiej dziewczynki w najtrudniejszym okresie jej życia. Miała 14 lat, była najstarszą córką rodziny Soubirous, brakowało jej wszystkiego: pieniędzy, zdrowia, wykształcenia. Nie umiała ani czytać, ani pisać, często chorowała, nie chodziła do szkoły, nie przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Rodzice mogli jej dać jedynie wiarę, prostą i żywą. Ją właśnie, swoją “najbiedniejszą córkę” wybrała Maryja dla przekazania ludziom orędzia. Razem z nią Maryja modliła się na różańcu, obiecała szczęście w przyszłym świecie, prosiła o nawrócenie grzeszników, o ucałowanie ziemi w geście pokuty, trzykrotnie żądała pokuty: „pokuty, pokuty, pokuty”, poleciła jeść trawę, iść do źródła, by w nim się obmyć, chodzić w procesji ze świecami, objawiła swoje imię jako „Niepokalane Poczęcie”. To zbliżenie do ziemi, picie ze źródła wydają się być nawiązaniem do życia w pierwotnej szczęśliwości w raju, do chrztu św., który nie tylko oczyszcza, ale jest zanurzeniem w tajemnicy Ojca i Syna i Ducha św., nawiązaniem do śmierci, pogrzebania i zmartwychwstania Jezusa. Maryja mówiła do Bernadetty „Pani” – to znaczy, że nie trzeba być bogatym, aby być wielkim. Tutaj też dokonała się duża przemiana proboszcza w stosunku do wizjonerki, który od niewiary w stwierdzenia „kłamczucha”, po objawieniu imienia Maryi jako „Niepokalane Poczęcie” dochodzi do wiary, w słowach – „ona sama tego wymyślić nie mogła”, zaczyna wierzyć. Dla nas dodatkowym przeżyciem w Lourdes i wyróżnieniem jest możliwość reprezentowania Polski w procesji światła, gdzie śpiewamy w naszym języku „Po górach dolinach”, Ania mówi przez mikrofon „Zdrowaś Maryja” w tajemnicy różańca. Eliminacje ze śpiewu przeszliśmy w pierwszej próbie w odróżnieniu od Niemców i Słowaków, chociaż Niemka później zaśpiewała piękną pieśń o Matce Bożej. Tutaj w Lourdes mocno podkreśla się wartość rodziny, wdzięczność rodzicom za życie, za przekazywanie prawd wiary. W domu, w którym urodziła się św. Bernadetta modlimy się za nasze rodziny, modlitwę wypisaną na jednej ze ścian domu zabieramy ze sobą, na ogół w wersji fotograficznej. Rano 6 sierpnia, po Mszy św. w kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu opuszczamy to cudowne miejsce, gdzie wielu chciałoby zostać. Jedziemy do Santiago de Compostella. Po drodze zatrzymujemy się w Oviedo, modlimy się w katedrze San Salvador, jednak chusty, która okrywała twarz Jezusa złożonego do grobu ,nie udało się nam zobaczyć.

Santiago de Compostella robi wrażenie. Po Jerozolimie to najstarsze miejsce pielgrzymkowe. Wprawdzie większość pielgrzymów przychodzi tutaj na odpust św. Jakuba Apostoła – 25 lipca, jednak pielgrzymi praktycznie są tu ciągle. Po drodze mijamy małe grupki pątników, także naszych rodaków. Samego Apostoła nazywa się Jakubem Pielgrzymem, który tutaj głosił Ewangelię Jezusa Chrystusa. Po Mszy św. najważniejszym punktem pielgrzymowania jest w tym miejscu dotknięcie figury świętego i modlitwa przy jego relikwiach. Tradycyjne muszle, które podobno tylko tutaj, na wybrzeżu Atlantyku się znajdują, zabieramy ze sobą jako dowód naszego pobytu w tym miejscu. To najstarszy dowód tego, że się odbyło pielgrzymkę do Santiago.

Jedziemy do Fatimy, to kolejny bardzo ważny punkt naszego pielgrzymowania. Stąd wyszło światło dla świata i dla Kościoła podczas objawień Maryi trojgu pastuszkom, zaczynając od 13 maja 1917 roku. Franciszek, Hiacynta i Łucja wykazali się przede wszystkim posłuszeństwem Maryi, dochowaniem tajemnicy tak, jak prosiła Matka Boża. Główny świadek objawień – Łucja( podczas gdy Franciszek i Hiacynta szybko zakończyli swoje życie i dzisiaj są świętymi) dożyła pięknego wieku (1907 -2005), miała objawienia także w klasztorze, kilkakrotnie odwiedzała Fatimę, a pod jej kierunkiem wykonano obrazy o tematyce objawień w Karmelu Fatimskim. Byłą obecna w czasie pielgrzymki dziękczynnej Ojca św. Jana Pawła II w dniu 13 maja 1982 roku, w rok po zamachu na jego życie. Wtedy okazało się, że w zwieńczeniu korony Maryi jest idealnie pasujące miejsce na kulę, która trafiła Świętego Papieża, jakby na nią czekało. Fatima jest miejscem ciszy, gdzie pielgrzymi przyjmują na nowo przesłanie Maryi, wzywające do pokuty, do modlitwy różańcowej i praktykowania pięciu pierwszych sobót miesiąca. To miejsce ciągle urzeka każdego pielgrzyma swoją ciszą i tajemnicą. Pielgrzymi oprócz udziału w Eucharystii, którą sprawujemy dwukrotnie w kaplicy, w miejscu objawień obchodzą kaplicę na kolanach, modlą się na różańcu i medytują. Idziemy do Aljustrel, wioski w której urodzili się pastuszkowie, idziemy tą samą drogą, którą chodzili pastuszkowie, rozważamy stacje Drogi Krzyżowej. Na szlaku spotykamy Loca do Cabeco - miejsce objawień Anioła w 1916 roku. Tutaj anioł uczył pastuszków modlitwy za tych, którzy nie wierzą, nie wielbią, nie ufają i nie miłują; w trzecim objawieniu Anioł adorował Najświętszy Sakrament i udzielił pastuszkom Komunii Świętej. Wchodzimy do domów rodziny Marto i Santos, wszystko tutaj zostało zachowane, jak było kiedyś przed laty. W Poco do Arnejro, w ogrodzie domu Łucji przy studni miało miejsce objawienie Anioła .Latem 1916 roku, przedstawił się jako Anioł Portugalii, prosząc: „Za wszystkiego, co możecie ofiarujcie Najwyższemu modlitwy i ofiary”.

Następnego dnia jedziemy do Avila, miasta św. Teresy, właściwie Teresy Sánchez de Cepeda y Ahumada – hiszpańskiej mistyczki, karmelitanki, pisarki kontrreformacji i teologa życia kontemplacyjnego, doktora Kościoła mistycznego - w roku jubileuszowym 500-lecia od jej urodzin. Naszą uwagę przykuwają historyczne mury obronne miasta zachowane z dawnych czasów. O tym mieście mówi się „warowne serce Hiszpanii”. Celem naszej drogi, którą tutaj, w obrębie murów trzeba przebywać pieszo - jest Bazylika św. Teresy, gdzie w bocznej kaplicy jest pokój w którym mieszkała i pracowała, a okna wychodzą na piękny ogród klasztorny. Tutaj przed laty modlił się św. Jan Paweł II .

Kolejny dzień naszej drogi pielgrzymiej to Saragossa z Sanktuarium Matki Bożej del Pilar, gdzie Maryja jeszcze za życia ziemskiego została przyniesiona na kolumnie przez aniołów z Jerozolimy, aby umacniała św. Jakuba Apostoła w jego dziele ewangelizacji. Po drodze nawiedzany kolejne niesamowite sanktuarium Matki Bożej w Montserrat – Czarnej Madonny, zwanej „Czarnulką”, gdzie wejścia do Bazyliki strzeże rzeźba rycerza św. Jerzego – patrona Katalonii, a Katalończycy mają swoje centrum duchowe i niepodległościowe. Maryja z Montserrat uchodzi za wyjątkowo skuteczną orędowniczkę kobiet, które nie mogą mieć dzieci, toteż wśród pielgrzymów nigdy ich nie brakuje. W tym celu nie tylko zanoszą modły, ale również dotykają prawą ręką jabłka – symbolu obfitości, które trzyma w ręku Madonna, wierząc, że zostaną uleczone z bezpłodności. Według przepowiedni: „Kto dotknie jabłka, które Madonna trzyma w ręku, temu spełni się to, o co prosi”. Wszyscy więc starają się stanąć przed Madonną w modlitwie dotykając jabłka. Mieszkańcy Katalonii starają się być tutaj każdego roku, a zwłaszcza przychodzą tu nowożeńcy, którzy stąd wybierają się w podróż poślubną. My też stąd wybieramy się w dalszą drogę życia.

La Salette (położone na wysokości 1800 n.p.m.) – to pierwsze miejsce objawienia Maryi w XIX wieku. Maryja przychodzi do ubogich pastuszków: Maksymina i Melanii. Pyta ich o modlitwę: „Czy się dobrze modlicie moje dzieci?” – „Nie bardzo proszę Pani” – pada szczera odpowiedź. „Jeżeli nie możecie dłużej się modlić, to módlcie się przynajmniej rano i wieczorem”. Maryja przychodzi w krytycznym momencie, kiedy jak sama mówi: „Nie mogę już dłużej podtrzymywać karzącego ramienia mojego Syna”. Jezus cierpi już ponad miarę, bo ciągle obrażana jest Jego miłość. „Ludzie mieszają imię Jezusa z przekleństwami, do kościoła chodzą tylko w zimie, kiedy nie pracują na polu, w poście chodzą do rzeźni jak psy” – to najmocniejsze stwierdzenie Maryi ze wszystkich objawień. Ludzie nic sobie z tego i robią, że ziemia nie daje plonów, a zboże się psuje”. Maryja w La Salette przychodzi z krzyżem Jezusa zawieszonym na szyi, z narzędziami Męki Pańskiej. Niesamowity jest fresk - oblicze Jezusa - w głównej absydzie kościoła, gdzie prawa część twarzy i ręka jest kobieca/matczyna, a lewa męska/ojcowska z krzyżem na policzku – Bóg jest Ojcem i Matką – kocha nas miłością ojcowską i matczyną, a jednocześnie obie te miłości przekracza, bo jest Bogiem.

Kolejnego dnia jedziemy do Turynu –miasta św. Jana Bosko - charyzmatycznego wychowawcy młodzieży, zwłaszcza młodzieży męskiej, również przezywamy jubileusz – 200. rocznicę urodzin świętego. Ówczesne warunki były bardzo podobne do współczesnych: szybki rozwój kapitalizmu, wyzysk robotników, wprowadzenie nowoczesnych maszyn, za którym szło bezrobocie, powszechna bieda, brak możliwości kształcenia się ludzi młodych, rozpoczynających dorosłe życie. Św. Jan Bosko, który w dzieciństwie miał sny Matki Bożej całkowicie oddał się chłopcom, na których nie czekał, aż przyjdą do kościoła, ale sam ich znajdywał na ulicach i placach. Mówił do nich kazania, jako młody chłopiec zachwycał sztuczkami pokazywanymi na łące. Kiedy został kapłanem- pracował z wielkim zapałem, tworzył schroniska, chodził do więzień i już wtedy wymyślił – umowę o pracę – chroniącą młodocianych robotników. Dokonywał cudów: rozmnożenia chleba, rozmnożenia świętych hostii, bilokacji. Nie stworzył żadnej reguły. Pod koniec życia pytany o najważniejsze w pracy z młodzieżą powtarzał: „miłość, miłość, miłość”. Budował obecną Bazylikę Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Turynie, założył zgromadzenie, księży i sióstr zakonnych, którym nie dał swojego nazwiska, ale nazwę od św. Franciszka Salezego - Salezjanie. Dzisiaj są oni obecni na wszystkich kontynentach świata, prowadzą młodzieżowe wspólnoty salezjańskie.

Do kolejnego sanktuarium we Włoszech - Madonna Della Corona dojeżdżamy zbyt późno, aby można było iść w góry i podziwiać urokliwy kościół wkomponowany w skały.

Na spotkanie ze św. Antonim w Padwie przygotowujemy się starannie i oglądamy film o świętym w trakcie jazdy autokarem. Najświętszą Eucharystię celebrujemy w pomieszczeniu, gdzie kiedyś św. Antoni rozdawał chleb biednym – to wzmacnia przeżywanie tajemnicy obecności Jezusa pośród nas w Jego Słowie, którym są także teksty Mszy św., a także obecność pod postacią chleba i wina.

Ostatnią stacją naszej pielgrzymki jest Sanktuarium Matki Bożej w Gidlach, gdzie spotyka się większość grup pielgrzymek pieszych idących na Jasną Górę. Modlimy się o zdrowie dla siebie i wszystkich bliskich – tutaj Maryja jest uzdrowieniem ciała. Zabieramy ze sobą maleńkie naczyńka z winem, którym w maju każdego roku obmywa się niewielką 8-centymetrową figurkę Matki Bożej, ale jakże potężną w swej mocy i w działaniu.

Pielgrzymka do miejsc świętych w Europie trwała czternaście dni i pozwoliła nam lepiej poznać miejsca święte, wzmocnić się duchowo. Codziennie towarzyszyła nam modlitwa, rozważania, wspólny śpiew i radość bycia we wspólnocie pielgrzymkowej. Zobaczyliśmy najpiękniejsze sanktuaria i miejsca naznaczone szczególną Bożą Łaską.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

16 maja 2015 roku – u Matki Miłosierdzia

ostrobramskaMaj jest dobrym miesiącem do pielgrzymowania. Chociaż w tym roku pogoda nieco kapryśna, wytrwały pielgrzymom nie robi problemu. U Matki Miłosierdzia w Ostrej Bramie tym razem mamy absolutny spokój, jesteśmy sami na Mszy św., nawet inni pielgrzymi nie chodzą tam i z powrotem, jak to bywa czasami. Możemy skupić się na modlitwie. Próbuje ukazać tajemnicę Matki Miłosierdzia i w nauczaniu Pisma św., bł. ks. Michała Sopocko i św. Jana Pawła II, także wkład naszej archidiecezji w dodanie do Litanii Loretańskiej wezwania – Matko Miłosierdzia. Spore wrażenie na pątnikach robi dworek poety Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie z barwnym opowiadaniem miejscowego poety. Kuchnia litewska uważana za ciężką, jest w sam raz na chłodny maj tego roku. Republika artystów na Zarzeczu przykuwa uwagę zwłaszcza oryginalną konstytucją i zwierciadłami o różnych kształtach. Dopełnieniem całości jest spotkanie z Jezusem Miłosiernym w miejscu malowania obrazu Jezu ufam Tobie, gdzie mieszkał też bł. ks. Michał Sopoćko. Niektórzy pielgrzymi pytają już o następne wyjazdy i chcą tam zawsze powracać.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Ziemia Boga pod stopami

jerozolimaPierwsze odczucie, jakie budzi się w człowieku, po wylądowaniu w Izraelu – to „Ziemia Boga”. Album pod takim tytułem był na topie, kiedy pielgrzymowałem po raz pierwszy w roku 1999, przed Wielkim Jubileuszem Roku 2000, z Duszpasterstwa Akademickiego w Białymstoku. W tegoroczny weekend majowy, dokładniej w dniach 26 kwietnia – 3 maja 2015 roku, zorganizowałem pielgrzymkę „Śladami Chrystusa w Ziemi Świętej” z grupą parafian ze św. Kazimierza. „Piąta Ewangelia” – tak mówi się o ziemi, którą kiedyś Bóg dał Izraelitom .

Ziemia Boga, Ojczyzna Jezusa Chrystusa to kraina kontrastów. Teraźniejszość łączy się z przeszłością. Tu mieszają się religie. Tu, na tej Ziemi- Bóg przemawia do wszystkich. W części arabskiej pełno jest meczetów, a z minaretów już przed świtem słychać nawoływanie muezzinów do modlitwy, które powtarza się regularnie przez cały dzień. Wieczorem w Betlejem- bo stąd zaczynamy nasze pielgrzymowanie- pięknie oświetlone meczety, ale nie widać świątyń chrześcijańskich. Bazylika Narodzenia Pańskiego od strony wejścia jakby przywalona ziemią, żeby nie raziła oczu muzułmanów. Dobrze, że wewnątrz już jest remont. W Grocie Mlecznej, która według podania stała się biała, gdy kropla mleka Maryi karmiącej Jezusa spadła na skałę. Kiedy mleko matki spada na ziemię, to znaczy, że kobieta traci pokarm, a dziecku zaczyna grozić głód. Współczesne matki często wolą dawać swoim dzieciom inny pokarm. To miejsce ma szczególne znaczenie dla rodzin, zwłaszcza bezdzietnych, bo wiele z nich będąc tutaj, uprosiło upragnione potomstwo. Pielgrzymi modlą się żarliwie, ja również proszę w modlitwie o dzieci dla kilku małżeństw. Ta grota należy do braci prawosławnych, ale dosłownie dwa metry dalej jest Grota św. Józefa i tutaj uroczyście obchodzimy nasze pielgrzymkowe Boże Narodzenie.

Nazaret - z pośród wielu znaczeń oznacza – „Strażnica czuwania”. Jest miastem Maryi i Józefa. Zaczynamy od kaplicy św. Józefa, który nie miał łatwego życia. Po wizycie u swojej krewnej Elżbiety, Maryja wraca„przy nadziei”, spodziewa się dziecka. Józef miał prawo postawić Ją przed sądem, ale ponieważ był człowiekiem sprawiedliwym, chciał oddalić Ją potajemnie. I wtedy, dosłownie w ostatniej chwili, wkracza Bóg ze zwiastowaniem Józefowi w czasie snu: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20). Józef nie miał łatwego życia, nie był ojcem Jezusa, tylko Jego opiekunem. Żył między dwiema najświętszymi osobami: miedzy Jezusem i Maryją. Odszedł do wieczności w otoczeniu Jezusa i Maryi, jest patronem dobrej śmierci. Maryja 14-16 letnia dziewczyna poślubiona Józefowi raczej nie była na pierwszym miejscu i na ustach wszystkich w Nazarecie, ale z pewnością była pierwszą w miłości, i w oddaniu się Bogu. Samo imię Maryja w tamtych czasach było powszechnym i nie wyróżniającym Jej spośród innych kobiet.Z wielu znaczeń, jakie uczeni nadali imieniu Maryja – najbliższe wydaje się być: Bóg ukochał, niosąca radość, zbuntowana przeciwko złu, a także wywyższona, uwielbiona, wzniosła, pani.Maryja jest pierwszą kobietą, do której Bóg przemówił i wyznaczył niezwykłe zadanie – być matką Jego Syna.

W Kanie Galilejskiej Jezus uczynił pierwszy znak, pierwszy cud nie tyle dla pary młodych, co dla apostołów, którzy dopiero co za Nim poszli. Ostatecznie wesele w Kanie, to zaślubiny Jezusa z ludzkością. Zarówno państwo młodzi, jak i starosta weselny nie mają nawet imion. Tutaj pary małżeńskie odnawiają przyrzeczenia małżeńskie, także ci, którzy są w pojedynkę czynią to duchowo przywołując w pamięci współmałżonków.

Jezioro Galilejskie to zbiornik słodkiej wody nie tylko dla Izraela, ale dla całego Bliskiego Wschodu, dlatego nieraz toczą się walki z Syrią na Wzgórzach Golan. Nad tym morzem Jezus spotkał i powołał pierwszych apostołów, sprawił cudowny połów ryb, uciszył burzę, kazał Piotrowi chodzić po wodzie. Tutaj przychodził do uczniów po zmartwychwstaniu. Na Górze Błogosławieństw celebruję Mszę św., próbuję pokazać, co to znaczy być szczęśliwym według Jezusa. W kościele rozmnożenia chleba i ryb śpiewamy pieśń „Panie dobry jak chleb”. W kościele Prymatu św. Piotra próbujmy zrozumieć, co znaczy przewodnictwo i pierwsze miejsce papieża. Nad Jordanem odnawiamy przyrzeczenia chrzcielne, polewając głowy uczestników wodą modlę się, aby Bóg odnowił w nich łaskę chrztu świętego.

Z Góry Tabor patrzymy na Galileę. Kiedyś był tu kult bóstw pogańskich, później mieszkał kapłan Melchizedek, tutaj zatrzymała się Arka Przymierza. A Jezus w tym miejscu ukazał swoje Bóstwo, aby umocnić apostołów na czas Jego męki. To była zapowiedź zmartwychwstania. Z Góry Przemienienia zjeżdżamy do Jerycha – najstarszego miasta świata, położonego 1000 metrów poniżej Jerozolimy, w depresji ok. 300m. Mury miasta, które padły przy zdobywaniu ziemi Kanaan teraz doczekały się prac archeologicznych. Mieszkańcy miasta przyjmują nas bardzo życzliwie. Pod Górą Kuszenia kuszą owocami i niskimi cenami. Podjeżdżamy pod najstarsze drzewo sykomory, jednak ono raczej nie pamięta Zacheusza. Dalej Morze Martwe, depresja ponad 400 m., zasolenie wody do 30%, z morza eksploatuje się zasoby mineralne, które wykorzystywane są w kosmetologii, a jego błota koją leczniczo ciało. Wszyscy jesteśmy kąpielą w morzu urzeczeni regeneracją sił.

1 maja, w pierwszy piątek miesiąca- w Jerozolimie maraton, wszystkie wjazdy do centrum zablokowane. Nasz kierowca dzielnie sobie radzi z tymi utrudnieniami i przez wioski arabskie wjeżdżamy na czas Getsemani. W miejscu agonii Jezusa w liturgii Eucharystii ukazuję modlitwę Jezusa jako wzór każdej modlitwy chrześcijańskiej, której szczytem jest poznanie i przyjęcie woli Bożej. Stąd śladami Jezusa idziemy Drogą Krzyżową, zaczynamy w klasztorze sióstr przechodzimy uliczki pełne straganów, jedna stacja przechodzi dosłownie przez środek sklepu, ostatnie zaś już w Bazylice Grobu Pańskiego. Kolejka do wejścia do Grobu Pańskiego jest niewielka, tylko mnich prawosławny wyznacza zbyt krótki czas na modlitwę, gdzie złożono ciało Jezusa i gdzie dokonało się zmartwychwstanie. Według kolejności wydarzeń w życiu Jezusa idziemy na Górę Oliwną, miejsce wniebowstąpienia, dzisiaj meczet, w którym katolicy tylko raz w roku mogą sprawować Najświętszą Ofiarę. Po trasie modlimy się w kościele „Ojcze Nasz” przy tablicy w języku polskim, szukamy tablicy w języku kaszubskim. W dolinie Jozafata stajemy na najdroższym cmentarzu świata, bo jak przyjdzie Mesjasz, to według Żydów- najpierw tych wskrzesi z martwych. Kolejny kościół „Dominus flevit” – „Pan zapłakał” aktualizuje smutek i łzy Chrystusa.

Sobotę 2 maja zaczynamy od Kalwarii modlitwą i ucałowaniem miejsca, gdzie stał krzyż Chrystusa. W kaplicy Najświętszego Sakramentu, obok Grobu Pańskiego świętujemy zmartwychwstanie. Mówię o zwycięstwie Chrystusa, które rozprasza wszelkie ciemności, zmienia dotychczasowy porządek świata, pokonuje nasze lęki i obawy, daje siłę do nowego życia. Schodząc niżej patrzymy na „czaszkę Adama” – pierwszego człowieka, mówi się, że krew z Krzyża spływa na głowę Adama, pierwszego grzesznika. Umocnieni duchem idziemy przez miejsce zdrady Judasza, sądu nad Jezusem, wchodzimy do lochu, do którego wrzucono Jezusa, nawiedzamy kościół zaparcia się Piotra. Na makiecie starej Jerozolimy doskonale widać drogę jaką przebył Jezus w czasie swojej męki. Dzień kończymy w Betanii, u przyjaciół Jezusa: Marii, Marty i Łazarza, gdzie dokonał się największy cud – wskrzeszenia Łazarza.

Niedzielę 3 maja zaczynamy Mszą św. w grocie, na Polu Pasterzy. Tak jak kiedyś pasterze- przyjmujemy radosną nowinę o Zbawicielu. Jerozolimę żegnamy przy Knesecie i menorze, życząc sobie kolejnych powrotów tutaj. Wracamy do domu odnowieni i przemienieni. Pielgrzymowanie to radość . To wędrówka do miejsc , do ludzi , z ludźmi.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Pielgrzymka do Wilna

wilnoJesienną pielgrzymkę do Wilna – 11 października 2014 roku - w pięknym i ciepłym słońcu rozpoczęliśmy od Cmentarza na Rossie, gdzie spoczywają najwybitniejsi Polacy. Modliliśmy się przy grobie Marszałka Józefa Piłsudskiego i na cmentarzu za wszystkich wszystkich zmarłych, by zyskać odpust cząstkowy. Centralnym punktem stało się spotkanie z Maryją w Ostrej Bramie i Msza Święta przed Jej cudownym wizerunkiem. Dalej przeszliśmy do kościoła św. Teresy i soboru prawosławnego św. Ducha z relikwiami świętych młodzianków. Poszliśmy przez rynek i uliczki żydowskiego do domu, gdzie mieszkał Juliusz Słowacki. Koronką do Miłosierdzia Bożego modliliśmy się w kościele polskim św. Ducha. Później była Katedra Wileńska z relikwiami św. Kazimierza Królewicza – naszego Patrona. I znowu wróciliśmy na Rossę do więzienia i do domu bł. ks. Michała Sopoćki, gdzie malowano obraz Jezusa Miłosiernego - “Jezu ufam Tobie”.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Szlak Papieski

jan_pawelKolejna nasza pielgrzymka w 2014 roku odbyła się na Szlaku Papieskim w dniach 13-14-15 czerwca. Pierwszym miejscem jakie nawiedziliśmy było Sanktuarium Matki Bożej w Gidlach. Miejscowość znajduje się przy trasie katowickiej, dosłownie 13 km od Radomska. Trochę przypomina miasteczko: ma rynek i trzy kościoły. Najwspanialszy z nich to kościół dominikanów pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Bożej, którego budowę rozpoczęto w 1612 roku. Jego skarbem jest maleńka, dziewięciocentymetrowa kamienna figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem. Wiosną 1516 roku rolnik Jan Czeszek wyorał ją z ziemi, w miejscu, gdzie dzisiaj jest kościół. Wtedy woły ustały w orce, nawet padły na kolana. Chłop wśród jasności zobaczył “obrazek mały głazowy Najświętszej Panny, wielkości na dłoń na kamieniu wielkim, który był wydrążony na kształt kielicha”. Chłop niewiele z tego zrozumiał, potraktował znalezioną figurkę jako swoją własność i ukrył ją w skrzyni domowej. Kiedy rodzina straciła wzrok pewna kobieta zainteresowała się cudowną wonią i światłością bijącą ze skrzyni, opowiedziała o tym proboszczowi. Figurkę obmyto z ziemi i zaniesiono do kościoła. Czeczkowie umyli swoje oczy wodą, w której obmyto figurkę i odzyskali wzrok. Dzisiaj mówi się, że Jasna Góra – to miejsce uzdrowienia ducha – Gidle – to miejsce uzdrowienia ciała. I rzeczywiście dokonuje się tam wiele cudów. Mieliśmy tylko nawiedzić to miejsce, ale wszyscy odczuli potrzebę udziału we Mszy św., więc tam celebrowałem i również doznałem poprawy mojego zdrowia. Kolejne miejsca jakie nawiedziliśmy to Jasna Góra z cudownym obrazem Czarnej Madonny, gdzie nasi pielgrzymi modlili się o wszystkie potrzebne im łaski. Później pojechaliśmy do Krakowa na Wawel i do Łagiewnik – Centrum Miłosierdzia i miejsca życia oraz wiecznego spoczynku św. s. Faustyny Kowalskiej. Ostatniego dnia – w niedzielę nawiedziliśmy kościół Matki Bożej objawiającej Cudowny Medalik na Olczy w Zakopanem i kościół Matki Bożej Fatimskiej – wotum wdzięczności za ocalenie życia św. Jana Pawła II Papieża.

ks. Czesław Walentowicz

Zdjęcia w galerii.


 

Pielgrzymka pod znakiem Maryi.

pielgrzymkaW dniach 16-17 maja 2014 roku grupa naszych parafian wraz z ks. Czesławem Walentowiczem nawiedziła następujące Sanktuaria: kościół św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu, gdzie pracował przed laty bł. ks. Jerzy Popiełuszko, a dzisiaj znajduje się jego grób i muzeum w podziemiach kościoła. Niezawodnym przewodnikiem po Warszawie jak zwykle okazał się p. Jan Dworakowski – doradca metodyczny historii, który tutaj kończył studia i często powraca w swoich badaniach historycznych. Cała drogę do Lichenia przejechaliśmy w deszczu, ale woda z nieba – to znak oczyszczenia, więc przyjmowaliśmy ją z radością. Szczególną wymowę miało to na Kalwarii, gdzie przeżywaliśmy Drogę Krzyżową. Niesamowite wrażenie zrobił na pielgrzymach cudowny krzyż w dolnym kościele, do którego w czasie wojny strzelała Berta Bauer. Pełnią szczęścia pątników była Najświętsza Eucharystia przed cudownym obrazem Matki Bożej Licheńskiej. W drodze powrotnej nawiedziliśmy Niepokalanów – miejsce pracy i dorastania do świętości s.w O. Maksymiliana Kolbego. A figura Matki Bożej Jazłowieckiej w Szydłowcu, przed którą modliliśmy się Koronką do Miłosierdzia Bożego stałą się niesamowitym spotkaniem z Maryją – Matką Chrystusa i Matką naszą.

picasa PHOTO

ks. Czesław Walentowicz


 

Wilno – 10 maja 2014

wilno10 maja 2014 roku, w sobotę przed Niedzielą Dorego Pasterza pielgrzymowaliśmy kolejny raz do Wilna. Tym razem skład grupy był ciekawy o tyle, że połowę grupy stanowili nasi parafianie, a resztę uczniowie i nauczyciele Zespołu Szkół Nr 16 w Białymstoku. Pielgrzymkę należy zaliczyć do bardzo udanych. Naszym przewodnikiem po Wilnie tradycyjnie już od wielu lat była p. Regina. W ostrej Bramie staraliśmy się zrozumieć słowa Jezusa: “Ja jestem Bramą, kto wejdzie przeze Mnie wejdzie i wyjdzie i znajdzie paszę.” Na pulpicie komputera mamy różne ikony(obrazy) za którymi kryją się pewne obrazy, pewne treści zarówno dobre, jak i złe. Klikając w taką ikonkę wchodzimy do pewnego programu, pewnej rzeczywistości, ta ikonka staje się dla nas bramą. Bramą do rzeczywistości niebieskich jest tylko Jezus Chrystus – tylko On, tylko przez Niego możemy dojść do Boga Ojca. Ostra Brama – jedna z bram Wilna stała się najważniejszą od czasu umieszczenia w niej Obrazu Matki Bożej Miłosierdzia. Maryja tutaj błogosławiła i błogosławi nadal wszystkim wychodzącym z miasta i przyjmuje powracających do miasta. Ona stała się bramą dla Jezusa, przez Nią Jezus przyszedł na ziemię. A dzisiaj Maryja prowadzi wszystkich do Jezusa, zaprasza do stołu Eucharystii. Tam celebrowałem Mszę Świętą w południe o godz.12.00

ks. Czesław Walentowicz

Zobacz zdjęcia w naszej galerii.


 

Z pielgrzymki do Wilna

wilno                    wilno                    wilno

Jesienna pielgrzymka do Wilna, w tym roku odbyła się 5 października 2013 roku – w dniu liturgicznego wspomnienia św. Faustyny Kowalskiej. Pielgrzymi, w liczbie 50 osób zwiedzili najpierw część komunistyczną Wilna. W Ostrej Bramie modlili się o wszelkie potrzebne łaski, zwłaszcza o Miłosierdzie Boże. Dużym zainteresowaniem jak zwykle cieszyło się Stare Miasto, a także Kalwaria Wileńska. U Sióstr Miłosierdzia na Rossie trafiliśmy na śluby zakonne, a potem jako pierwsza grupa mogliśmy stanąć przy nowo poświęconym pomniku św. s. Faustyny. Pielgrzymka została uznana przez grupę za bardzo udaną.

wilno                    wilno

Ks. Czesław Walentowicz


 

Szlak Papieski

W dniach 11-12-13 października nasi parafianie w liczbie 50 osób nawiedzili Częstochowę, gdzie w czasie Mszy świętych, wspólnej Drogi Krzyżowej, modlitwy prywatne i Apelu Jasnogórskiego modlili się o łaski potrzebne dla nich, dla ich rodzin i naszej parafii. W Krakowie zwiedzili Katedrę na Wawelu, wraz z grobem prezydenta Lecha Kaczyńskiego z małżonką. W Kalwarii Zebrzydowskiej zapoznali się z bardzo bogatą historią sanktuarium. Zarówno na Wawelu, jak i w Kalwarii uczcili relikwię Bl. Jana Pawła II – kroplę krwi – przez modlitwę i ucałowanie. W Wadowicach modlili się w kościele papieża przy chrzcielni, przy której został ochrzczony. Zakopane przywitało naszą grupę niezwykłym ciepłem – 20 stopni w skali Celsjusza. Ojcowie Misjonarze św. Wincentego a Paulo z kościoła Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik na Olczy przyjęli nas niezwykle gościnnie opowiadając historię Cudownego Medalika oraz historię Zakopanego i Sanktuarium. Dobrego nastroju pielgrzymów nie zmąciły nawet tłumy turystów, którzy licznie przybyli na weekend do górskiej stolicy Polski.

Ks. Czesław Walentowicz

Zobacz zdjęcia w naszej galerii.


 

Pielgrzymka zaufania przez Europę – podróż duchowa

W ostatnich dniach czerwca tego roku (2013) trafiłem do szpitala w stanie ciężkim (jak się później okazało z zespołem Tia (udarem). Dzięki modlitwom w moim kościele i w wielu innych miejscach, oraz dzięki specjalistycznym wysiłkom służby zdrowia - doznałem uzdrowienia. Wszyscy lekarze i przyjaciele doradzali, że po 40-ce, to już trzeba dbać o siebie. Co do wcześniej zaplanowanego wyjazdu mówili: „Nie mogę ci zabronić, ale….”. Ja jednak wiedziałem, że po doznaniu łaski uzdrowienia nie mogę pozostać niewdzięcznym wobec Boga i Matki Bożej; nie mogę też zawieść nauczycieli i innych ludzi. Wiedziałem, że muszę jechać trasą, którą wcześniej zaplanowaliśmy- Sanktuaria Europy.

Wyruszyliśmy 3 sierpnia 2013r. przez piękną ziemię polską w kierunku granicy z Niemcami. Po drodze widnieje piękna figura Chrystusa Króla w Świebodzinie. Do tego miejsca trzeba trochę zjechać, by w ciszy i skupieniu oddać hołd Chrystusowi Królowi. Powstaje tutaj nowy ośrodek z domem pielgrzyma. Autostrady ułatwiają życie, jednak nie są wolne od nieszczęść. Na autostradzie pod Magdeburgiem widzimy jak helikopter zabiera motocyklistę z wypadku, a my stoimy w olbrzymim korku.

W Kolonii nawiedzamy relikwie Trzech Króli – tych, którzy z wiarą i zaufaniem szli do Jezusa długą drogą . My też jesteśmy pielgrzymami, potrzebujemy ciągłego umacniania naszej wiary.

Wkrótce stolica Francji. Paryż to święci z historii i obecnie żyjący nad Sekwaną. W kościele Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik mówię o tym, że człowiek codziennie potrzebuje wielu darów Bożych: powietrza, wody, chleba i wielu innych rzeczy. Potrzebuje też darów duchowych. To wszystko daje nam Bóg. Tutaj Maryja obdarza nas łaską obrony przed złem. Nosząc ten medalik, sam wiele razy doświadczałem pomocy Matki Bożej w różnych sytuacjach. W Ewangelii z formularza o Matce Bożej czytam o weselu w Kanie Galilejskiej – wspaniały dar Jezusa dla nowożeńców – ponad 700 butelek wina. Dziś też chce dać każdemu to wszystko, co jest nam potrzebne, przemienić każdą naszą wodę w dobre wino. I daje tyle, ile jesteśmy w stanie przyjąć. Wieża Eiffla jest jak zwykle oblegana przez tłumy turystów. Szkoda tylko, że z okazji 850. rocznicy powstania Katedry Notre Dame cały plac przed katedrą zajmuje plastykowy podest, który zupełnie psuje architektoniczny widok, do którego przyzwyczailiśmy się. Z Paryża wyjeżdżamy w Godzinie Miłosierdzia, z koronką do Miłosierdzia Bożego na ustach – a ja odczytuję to jako kolejny znak Bożej dobroci dla nas.

Lisieux nie jest wielkim miastem, ale bardzo przyjaznym. Rozłożone na pagórkach, latem daje przyjemny chłód od morza. Ludzie są bardzo otwarci pielgrzymom, a siostra zakrystianka napisze o nas artykuł do lokalnej gazety. Św. Teresa śpi spokojnie w Karmelu, jej relikwie wystawiono do modlitwy w Bazylice św. Teresy – największym kościele Francji.

Do Lourdes wjeżdżamy w lekkim deszczu. 7 sierpnia odprawia się tutaj pierwsze nabożeństwa dziękczynne za ocalenie sanktuarium po wielkiej powodzi, która spowodowała duże zniszczenia. Na zdjęciach widać jak woda sięgała ołtarza w Grocie Matki Bożej. Przewodniczę Mszy św. Nauczyciele - jak zwykle - tworzą doniosłą oprawę liturgii. W słowie wskazuję na znaki pokutne św. Bernadetty: cisza – to modlitwa, klękanie na ziemię z ucałowaniem jej – to szacunek dla ziemi, obmycie się wodą ze źródła - to przypomnienie sobie chrztu św. i oczyszczenie, zapalenie świecy i procesja światła – to spełnienie kolejnego polecenia Maryi, droga ku Bogu, który jest światłością.

Droga z Lourdes przez Pireneje mija szybko. Autostrady budowane na palach nie stanowią tutaj żadnego problemu. Na pewnym odcinku nasza trasa styka się ze szlakiem pielgrzymek pieszych do Santiago de Compostela. Mijamy pojedyncze osoby, czasami nieliczne grupki utrudzonych pielgrzymów. Tutaj nie chodzi się w wielkich grupach jak w Polsce, wszystko ma charakter prywatny. Po deszczu nad autostradą pojawia się wspaniała tęcza – w Biblii to znak pokoju. Wreszcie jest ciepło - ponad 20 stopni Celsjusza. Jezus posłał apostołów na krańce świata. Dzisiaj ich szczątki spoczywają w tak wielu miejscach. Compostela to znaczy „wzgórze gwiazd”. One kiedyś wskazały miejsce grobu św. Jakuba(Santiago). Piotr, Jakub i Jan – ci zawsze byli najbliżej Jezusa, przy wszystkich najważniejszych wydarzeniach. Katedra z XI wieku, mimo iż kilka razy przebudowywana robi niesamowite wrażenie i poczucie, że tutaj czas się zatrzymał. Po Mszy św. klękamy przy relikwiach św. Jakuba Apostoła, potem wchodzimy po schodkach do figury świętego, aby jej dotknąć.

Fatima – kiedyś imię córki Mahometa, dzisiaj znaczy „pokój” i jest miastem Maryi. Do niego zdążają ludzie ze wszystkich kontynentów, obecnie jest dużo Wietnamczyków. Maryja przyszła tutaj na ziemię, by chronić ludzi przed złem. Prosiła o modlitwę i pokutę. A jedno i drugie, tak kiedyś jak dzisiaj nie są zbyt popularne. Kula, która trafiła Ojca św. Jana Pawła II, od dawna miała tu swoje miejsce, przygotowane w koronie Maryi, w zwieńczeniu liści pod krzyżem. Kiedy zakładam polski Mszał na niedzielę, widzę, że dawno nikt z Polaków nie odprawiał tutaj w niedzielę. W Ewangelii Jezus mówi: „Gdzie jest skarb twój, tam będzie i serce twoje. Żeby zobaczyć, co jest naszym skarbem, czym żyjemy wystarczy przypomnieć to wszystko co nam przeszkadza w modlitwie, co przychodzi na myśl, gdy ją zaczynamy. Te wszystkie rozproszenia podczas Mszy św. – to nasze najważniejsze sprawy.

Jedziemy do Saragossy, by tam uklęknąć przed największym skarbem miasta – figurką Maryi na kolumnie - pamiątką wydarzenia z 42 roku. Kiedy św. Jakub po niepowodzeniu w głoszeniu Ewangelii, zrozpaczony chciał wracać do Jerozolimy, aniołowie na polecenie Jezusa przynieśli Maryję z Jerozolimy na kolumnie, by pocieszyć apostoła. Tutaj nie było objawienia, Maryja była tutaj jeszcze za życia. Kościół Zbawiciela, który kiedyś powstał z meczetu, teraz zamieniono w muzeum i trzeba kupować bilety. Tylko ksiądz może pomodlić się za darmo. Chociaż ludzie chcą na mnie czekać, idziemy dalej, wszyscy razem. Na Montserrat – serce Katalonii - wjeżdżamy po południu, nie ma już tłumów. Do figurki Maryi wchodzimy bez kolejki, po raz pierwszy od wielu lat. Kiedy zaczynamy śpiew w kościele, dołączają do nas inni Polacy, pielgrzymi i ci co mieszkają tu już od lat.

La Salette(1800 m. n. p. m), tutaj Maryja przyszła 19 września 1846 roku do biednych dzieci Maksymina i Melanii. Przyszła jak uboga kobieta z ludu, płacząca, z krzyżem na piersiach i znakami Męki Pańskiej: obcęgami i młotkiem. Największe światło biło z krzyża, na którym Pan Jezus był w stanie agonii. Tłumaczyła, że już dłużej nie może podtrzymywać karzącego ramienia Syna. Prosiła o poszanowanie dnia świętego, o poszanowanie imienia Bożego, zachowanie postu i modlitwę. Mówiła: „Latem zaledwie kilka osób chodzi na Mszę św., zimą niektórzy przychodzą, aby drwić wiary, woźnice imię mojego Syna mieszają razem z przekleństwami, w poście chodzą do rzeźni jak psy”. Prosiła o modlitwę: „Mówcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś Maryja, a jak możecie, módlcie się więcej”. Matka Boża z La Salette to pojednawczyni grzeszników, ona prowadzi ludzi do pojednania z Bogiem przez pokutę. Duże wrażenie robi mozaika Chrystusa Pantokratora w absydzie bazyliki. Część prawa ikony to twarz i ręka matki, część lewa, bardziej surowa – to twarz i ręka sprawiedliwego ojca. W Bogu ojcostwo i macierzyństwo jest razem, a jednocześnie On nieskończenie przekracza jedno drugie. Figura Maryi, w miejscu objawienia stoi z twarzą skierowaną w linii prostej na Rzym, a dalej na Jerozolimę, co oznacza, że objawienie to dotyczy całego Kościoła.

Jan Maria Vianney bardzo chciał być kapłanem. Gdy przyszedł do Ars, parafia liczyła niewiele ponad 200 osób. Po latach pracy, każdego roku spowiadał do 30 tysięcy penitentów. Dziś też przyjeżdżają tu tysiące pielgrzymów. W uroczystość Wniebowzięcia NMP zatrzymujemy się w kościele autostradowym, pod wezwaniem NMP Królowej, pod Baden-Baden. Czyż może być lepiej? W czasie podróży każdy może tu się zatrzymać, pomodlić, zapalić świecę. My uczestniczymy w Najświętszej Ofierze, niektórzy próbują do nas dołączyć, jednak nieznajomość języka polskiego nie pozwala im wytrwać zbyt długo, wychodzą i jadą dalej. Współczesny świat, w większości kreowany przez media kieruje człowieka ku rzeczom materialnym. Mówi: „to wszystko musisz kupić, musisz mieć, inaczej nie będziesz szczęśliwy, nie liczysz się, nie istniejesz”. Ludzie tak chętnie chodzą do sklepów, marketów – nawet w niedzielę, gonią za nowościami – bo każda nowość na kilka minut daje adrenalinę, ożywia. Jednak od „mieć” zawsze ważniejsze jest „być”. Maryja przypomina to całym swoim życiem, bo ono w całości poświęcone było Bogu. Nic dla siebie, a wszystko dla Niego.

Na wszystkich szlakach naszego dwutygodniowego pielgrzymowania Maryja pokazywała nam to, co najważniejsze. Tę pielgrzymkę wielu nazwało „pielgrzymką marzeń”, „pielgrzymką życia”. Jest też motywacja, by pogłębiać wiedzę o postaciach i miejscach, które poznawaliśmy. I niech to wszystko trwa dalej w naszych myślach, naszych sercach i naszym życiu.

Ks. Czesław Walentowicz

Zobacz zdjęcia w naszej galerii.

Ogłoszenia Google+ YouTube Twitter Kanał wiadomości Tel. 789-463-241 E-mail
strzałka do góry